| |
|
|
stypendyści
|
Z poprzednich semestrów:
Verena Eickhoff - socjologia, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w
Poznaniu
Dirke Ziechmann - kurs języka polskiego, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w
Poznaniu
Yaman Kouli
Bianca Hoenig
Anja Marie Datan - kurs języka polskiego
Philipp Schliesser - Wydział Nauk Społecznych, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza (semestr zimowy 2005/06)
Karoline Steidl - skrzypce, Akademia Muzyczna (semestr letni 2005/04)
Karla Scheibe - kurs języka polskiego (semestr zimowy 2004/05)
Leonhard Hruschka - Kurs językowy
Anna Müller-Trimbusch - Kurs językowy
|
na górę
uczelnie
| Studium Jezyka Polskiego dla Cudzoziemców Uniwersytet im. AdamaMickiewicza |
Al. Niepodleglosci 4 |
| schoolpl@amu.edu.pl |
61-874 Poznań |
| Akademia Medyczna im. Karola Marcinkowskiego |
Ul. Fredry 10
|
| tel.: (0-61) 852-11-61 w. 253 |
61-701 Poznań |
| Akademia Muzyczna im. Ignacego Jana Paderewskiego |
Ul. Sw. Marcin 87
|
| |
61-809 Poznan |
| Akademia Sztuk Pieknych w Poznaniu |
Al. Marcinkowskiego 29
|
| tel.: (O-81) 853-16-21, tel./fax.: (O-61) 852-23-090 |
60-967 Poznan |
| Akademia Wychowania Fizycznego im. Eugeniusza Piaseckiego w Poznaniu |
ul. Królowej Jadwigi 27/39 |
| tel.: (0-61) 833-00-81 |
61-871 Poznan |
| Papieski Wydzial Teologiczny w Poznaniu |
Ul. Wiezowa 2/4 |
| tel/fax.: (0-61) 851-71-94 |
61-111 Poznan |
na górę
O grupie lokalniej
|
GFPS-Poznań to grupa zaprzyjaźnionych ludzi, która zajmuje się umilaniem życia stypendystom. Kto raz wpadnie w nasze łapy, ten przepadł z kretesem. Jako Towarzystwo Wzajemnej Adoracji nie znosimy sprzeciwu, jesteśmy apodyktyczni i bezwzględni. Stypendystom fundujemy patriotyczne wycieczki po Wielkopolsce, spotkania wigilijne tudzież wielkanocne i nocne Polaków rozmowy w wydaniu klasycznym. Tak naprawdę jesteśmy nieznośni, ale da się nas lubić. W ostatnich dwóch semestrach GFPS-Poznań tworzyli: Kasia (specjalność: zapobieganie problemom), Jarek (nasza oprawa historyczna i motoryzacyjna), Asia ( tak zwane wrażenia estetyczne), ja, czyli Ania i oczywiście NASI STYPENDYŚCI: Doreen, Kathrin, Timo, Henrike. Jesienią planujemy małą zmianę warty: żegnamy Kasię, która wyjeżdża do Nordhausen, witamy Magdę i Agatkę, które chcą wnieść studenckiego ducha w nasze towarzystwo. Kontakty mailowe wkrótce.
|
na górę
Poznańska grupa lokalna się uaktywnia!
|
Po słonecznych, leniwych, a dla niektórych jednak
pracowitych wakacjach i wspólnej zabawie na Jubileuszu GFPS w Goerlitz,
poznańska grupa lokalna podejmuje akcje kulturalne w celu poznania siebie lepiej
i zaznajomienia stypendystów z Poznaniem. W najbliższych dniach, bo już 27
września w niedzielę, wybieramy się na koncert zespołu „Muzyka końca lata”,
który znamy poniekąd z dyskoteki jubileuszowej. Była to jedna z kapel zaproszona
na wielkie święto GFPS (druga to czeskie zgrupowanie „The Chruscow”). W Poznaniu
zagrają w klubie „Pod Minogą” w niedzielę, 27.09.2009, o godz. 20.00.
Kolejne wspólne kulturalne spotkanie zapowiada się już na
środę 30 września, a będzie to recital fortepianowy Rafała Łuszczewskiego,
laureata I nagrody Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego Dinu Lipatti
w Bukareszcie. Wykona on dzieła L. Beethovena, F. Chopina, G. Gershwina i A.
Piazzolli. Bilety wstępu zapewnił nam Uniwersytet im. Adama Mickiewicza.
I już ostatnia, jak na razie, propozycja spędzenia wspólnie
czasu, a mianowicie MultiArt Festiwal w Kaliszu w dniach 1-4.10.09. Powstał on
dwa lata temu z inicjatywy Mileny Piszczorowicz, nota bene byłej stypendystki
GFPS-Polska w Rostocku. Prezentuje wiele rodzajów sztuk, jak sama nazwa mówi.
Dzień inaugurujący festiwal jest także Międzynarodowym Świętem Muzyki.
Wszystkich zainteresowanych zapraszam na stronę festiwalu:
www.multi.art.pl
Tymczasem do zobaczenia!|
Konstancja Laskowska |
na górę
Z Poznania wieści kilka
|
Kiedy sobie myślę o minionym semestrze, przez moją skotłowaną głowę przewija się tysiąc zdarzeń, anegdot i scenek, czyli bezsprzeczny dowód na to, że jak zwykle dużo się działo. Przypominam sobie nocne imprezki (najbardziej charakterystyczna to ta, kiedy wszyscy goście musieli przebrać się za kobiety), piknik na Cytadeli ( Henrike przeszła samą siebie przynosząc cztery ciasta, lody i sałatkę owocową), dyskusje o stereotypach (pozdrowienia dla Jarka i Tima), wreszcie historyczne zwiedzanie miasta zakończone... udziałem w paradzie ułanów. Równocześnie jednak coś mi wyraźnie mówi, że jednak ten semestr był nieco inny od poprzednich. Myślę.... myślę.... i już wiem. Otóż od samego początku cechowały go perypetie mieszkaniowe: moje, stypendystów, a poniekąd także innych członków naszej Stadtgruppe. O nich chciałabym trochę opowiedzieć.
|
na górę
Perypetie
|
Nie wiem co mnie podkusiło, ale w połowie stycznia postanowiłam zmienić mieszkanie. Do swego niecnego celu namówiłam Kathrin, byłą stypendystkę GFPS, która zamierzała zostać w Poznaniu na dłużej. Podniecone wizją wspólnego mieszkania rozpoczęłyśmy szukanie. Znalezienie czegoś, co przynajmniej częściowo odpowiadałoby naszym wizjom, zajęło nam trzy mordercze tygodnie. W tym to czasie na przemian albo kłóciłyśmy się z niesłownymi agencjami tudzież właścicielami albo kłóciłyśmy się ze sobą. Do szukania zaangażowałyśmy wszystkich z naszej Stadtgruppe, mamiąc obietnicami wspólnych miłych chwil w nowym lokum. Za ogłoszeniami, jak jeden mąż, rozglądali się: Doreen, Kacha, Jarek i Aśka. I w końcu się udało: na początku lutego stałyśmy się właścicielkami pięknego, starego mieszkania w kamienicy z balkonem. Drobne usterki typu brak centralnego ogrzewania, nieszczelne okna czy wybuchowy piecyk nie wydawały się nam szczególnie groźne. Poza tym zbliżały się ferie, a wraz z nimi perspektywa wyjazdu do Hannoweru. Tak więc odwlekając moment przeprowadzki na trzy tygodnie, ściskając klucze w kieszeni, wyjechałyśmy. O rozkoszach mieszkania na Matejki miałyśmy się przekonać niebawem. Tymczasem jednak, kiedy ja i Kathrin byłyśmy w Niemczech, do Poznania zawitał nasz nowy stypendysta, Timo. Dla niego pobyt w Poznaniu rozpoczął się także od perypetii mieszkaniowej, ale w wersji mini. Otóż wierząc w jego wyrozumiałość, zostawiłyśmy z Kathrin cały nasz dobytek......w Tima pokoju. Zapominając go o tym uprzedzić. Tak więc pierwsze pięć dni upłynęło naszemu stypendyści w otoczeniu: mojego komputera wraz ze stołem, altówki Kathrin, stery książek, papierów, garnków, kubków i kwiatów doniczkowych, regału na książki i szafy trzydrzwiowej. Wszystkie te przedmioty, zapakowane z wyjątkową niechlujnością, zajmowały trzy czwarte powierzchni pokoju nowego stypendysty. I mimo że opiekująca się Timem Kacha zapewniała mnie, że jest on dość odporny na cały ten bałagan, z Hanoweru wracałam z mieszanymi uczuciami. W końcu zamiast oczekiwać stypendysty na dworcu zwaliłam mu do pokoju swoje graty i wyjechałam....
Timo wykazał takt, klasę i zadziwiający spokój. Nie tylko uznał, ze cały ten kram w ogóle mu nie przeszkadzał, ale jeszcze pomógł przy przeprowadzce. Tym samym został wciągnięty w wir życia w kamienicy, która bardzo szybko stała się centrum spotkań GFPS. Nasze nowe mieszkanie polubiła także druga stypendystka, Henrike, która wprawdzie nie miała za sobą przejść mieszkaniowych, ale poniekąd była ich przyczyną. Henrike przyjechała bowiem na stypendium z Wandą, prześlicznym pieskiem, który dawno przestał być szczeniaczkiem. Tak więc szukając dla Henrike pokoju, toczyłyśmy z Kachą podwójną batalię: najpierw nieśmiało pytałyśmy, czy potencjalni współlokatorzy reflektują na mieszkanie z Niemką, by zaraz potem przejść do pytań o psa. Najlepsze w całej tej historii było to, że nie miałyśmy pojęcia, jak Wanda wygląda. Zdarzało nam się, że tej samej osobie Kacha przedstawiła Wandę jako małego jamnika, a ja jako nieco podrosłego owczarka. Wszystko się jednak dobrze skończyło, nie tylko udało się znaleźć lokum, do tego Wanda od razu podbiła serce wszystkich jego mieszkańców. Ale pójdźmy dalej. Jak wspomniałam, w tegorocznym semestrze życie poznańskiej grupy lokalnej koncentrowało się w moim i Kathrin mieszkaniu. Uczyliśmy się razem palić węglem w piecu, siać zioła na balkonie, unikać Babci-sąsiadki, wyraźnie nie podzielającej naszego upodobania do nocnych spotkań, wspólnie obmyślaliśmy metodę zmniejszenia rachunków telefonicznych, no i dyskutowaliśmy, dyskutowaliśmy, dyskutowaliśmy...
Co tu dużo pisać, GFPS-Poznań jest i czuwa. I oby tak było jak najdłużej.
|
na górę
O Poznaniu słów kilka
|
Miasto, gdy tu przyjechałem wydało mi się mało ciekawe. To co mnie urzekło to otaczająca Poznań okolica. Piękna przyroda i wspaniałe pamiątki przeszłości. Z czasem jednak również samo miasto objęło mnie swoimi mackami głęboko ukrytego, swoistego klimatu, kolorytu i niesamowitej magii. To pewnie ta magia miejsca sprawiła, że właśnie tutaj powstało państwo polskie.
W 968 roku Poznań stał się siedzibą pierwszego polskiego biskupstwa. Za panowania Bolesława Chrobrego gród oparł się niemieckiemu najazdowi. Był jak na owe czasy potężnie ufortyfikowany (wraz z Gnieznam pełnił funkcje stołeczne). Podczas rozbicia dzielnicowego Poznań stał się militarnym i gospodarczym centrum Wielkopolski. Niestety stracił wcześniej rolę miasta stołecznego na rzecz Krakowa za sprawą Kazimierza Odnowiciela. Jako miasto lokacyjne Poznań zaistnial w roku 1253. Natomiast w 1295 został wyniesiony do rangi drugiego obok Krakowa ośrodka władzy państwowej. Stało się to za sprawą koronacji w Gnieźnie księcia z wiekopolskiej linii Piastów Przemysła II. Rozkwit miasta rozpoczął się u schyłku XIV wieku za panowania Władysława Jagiełły. Poznań znalazł sie wtedy na skrzyżowaniu wielkich szlaków handlowych. Jeden z nich zastapił morski szlak z Litwy i Rusi na zachód, drugi wiódł z Krakowa do Szczecina by ominąć porty Krzyżackie. W XVI wieku Poznań osiągnął pozycję wielkiego centrum handlowego, co potwierdzały przywileje nadawane przez kolejnych monarchów. Niestety wojny wieku XVII, zwłaszcza potop szwedzki położyły kres rozwojowi i zrujnowały miasto.
Wojny i zaraza sprawiły, że na początku XVIII wieku liczba ludności sięgała zaledwie 3 tys. tj. 1/10 zaludnienia z końca XVI wieku. To co najcenniejsze w Poznaniu i jego mieszkańcach to niezłomny duch, świadomość narodowa, wytrwałość i pracowitość, które przeciwstawili pruskiemu zaborcy. Tak jak niegdyś w początkach swojej historii Poznań obronił się przed niemieckim najazdem, tak też oparł się zakrojonej na wielką skalę akcji germanizacyjnej prowadzonej w XIX i na początku XX wieku. O bezskuteczności wielkiego wysiłku Niemców świadczy choćby to, iż właśnie w Poznaniu wybuchło w 1918 roku jedyne w pełni zwycięskie powstanie, które sprawiło, że po I wojnie światowej Wielkopolska stała się częścią odbudowanej Polski. II wojna światowa przyniosła ogromne zniszczenia, z których miasto pieczołwicie odbudowano. Poznań ma swój specyficzny klimat. Tworzą go przede wszystkim ludzie, gwara poznańska, wielkie tradycje muzyczne, ciekawe zabytki oraz oczywiście targi poznańskie. Tylko w Poznaniu niemal w centrum jest jezioro, na którym odbywają się zawody kajakarskie i wioślarskie światowej rangi. Tutaj również jest jedna z najlepszych sal koncertowych w Europie. Tętniący życiem zwłaszcza w miesiącach letnich rynek poznański to trzeci największy rynek w Polsce (po Krakowie i Wrocławiu). Warto na pewno zobaczyć poznański kościół farny i ratusz uważany za najpiękniejszy świecki budynek renesansowy po północnej stronie Alp oraz pospacerować po Ostrowie Tumskim. Warto również wybrać się na koncert do filharmonii lub też na przedstawienie do jednego z teatrów. Gdyby ktoś chciał uciec od zgiełku miasta, to czekają na niego: Kórnik z romantycznym zamkiem i wspaniałym arboretum (wielkim dzikim parkiem ze zbiorem rónorodnych gatunków drzew i krzewów), Rogalin z pałacem i wielkimi dębami w parku, Wielkopolski Park Narodowy z licznymi jeziorami i wspaniałymi lasami (warto wybrac się tu na wycieczkę rowerową) oraz piękna trasa rowerowa przez Park Sołacki nad jeziora Rusałka i Strzeszynek. To tylko niektóre z licznych atrakcji miasta i jego okolic. Do Poznania warto przyjechać nie tylko po to, by przełamać stereotypy związane z "Pyrlandią" (żartobliwa nazwa miasta i jego okolic), ale również po to, by odkrywać klimat i magię miejsc, w których przed wiekami narodziła się Polska.
Jarosław Stępień
|
na górę
na górę
zdjęcia
na górę
|
|