Ueber GFPS-Polska
about GFPS-Polska

strona główna

informacje o organizacji
oferta stypendialna
kurs językowy
honorowy patronat sponsorzy

aktualności i wydarzenia

pobierz prezentację
media o nas



grupy lokalne
kontakt z gfps
terminy
newsletter
facebook

 

 

Władysław Bartoszewski
przemówienie z okazji Jubileuszu GFPS
Zgorzelec, 19 września 2009
 

Szanowni Państwo,
moim pragnieniem jest, aby dzisiejszy potrójny (!) jubileusz - 25-lecia istnienia GFPS e.V., 15-lecia aktywności GFPS-Polska oraz dziesiąte „urodziny” GPFS-Czechy, odbył się w duchu spotkania. Pojęciu spotkania więc, zgodnie z dzisiejszą okazją, chciałbym też poświęcić moje wystąpienie.
 
„Każde prawdziwe życie jest spotkaniem” pisze filozof Martin Buber w rozprawie „Ja i ty”. Tym bardziej zadziwia mnie czasami, jak rzadko słowo "spotkanie" pojawia się w codziennym języku. A kiedy jest już używane, nieświadomie zatraca swój prawdziwy, głęboki sens.
 
Być może jednak nie powinienem być zaskoczony tym, że nasza nowoczesna kultura, kultura odwracania wzroku, pozostawia niewiele miejsca na prawdziwe spotkania. Odwracanie wzroku oznacza tu przede wszystkim niechęć do zainteresowania się sprawami innych, zaniechanie trudu ich zrozumienia, poznawania odmiennych punktów widzenia oraz wymiany myśli i opinii.
 
„Najłatwiej spotykać ludzi, którym chce się zejść z drogi“ powiedział kiedyś niemiecki pisarz Lothar Schmidt. Rzeczywiście, spotkanie we właściwym tego słowa znaczeniu często nie jest proste. Wymaga zaangażowania. Poznawanie musi być poprzedzone przez zainteresowanie. A konstruktywna wymiana zdań nie może się odbyć bez przynajmniej minimalnego wysiłku intelektualnego i odrobiny zrozumienia lub też gotowości do akceptacji „obcych” punktów widzenia, obyczajów i poglądów. Słowo „obcy” umieszczam tu świadomie w cudzysłowie, bo w końcu celem i drogą do sukcesu każdego spotkania jest właśnie to, by to co obce, nieznane, może nawet wzbudzające strach, uczynić bliskim i znanym.
 
Nie oznacza to koniecznie, że spotkania zawsze muszą prowadzić do konsensusu, ani tym bardziej do przekonania drugiej strony do własnego stanowiska. Spotkanie tworzy na razie podstawę, pewną przestrzeń, okazję do wzajemnej prezentacji. Do dyskusji, lub lepiej - do dialogu. Spotkanie jest zatem rozmową, w której ważne – bardzo ważne! – jest słuchanie. Finał tej rozmowy może być oczywiście różny, nie musi się ona zawsze kończyć wzajemną zgodnością. Nie ma jednak nic gorszego niż unikanie spotkań i zastyganie w niewzruszonej, niebezpiecznej, aczkolwiek niestety dla wielu wygodnej niewiedzy na temat drugiej strony.
 
Jednym z doświadczeń, które najbardziej ukształtowały moje życie, był mój pobyt jako profesora na trzech bawarskich uniwersytetach: w Monachium, w Eichstätt i w Augsburgu w latach 1983-1990. W tym okresie nawiązałem bowiem niezliczone osobiste, prywatne i zawodowe kontakty, które ukształtowały moje późniejsze życie i kształtują je do dziś. Ale ważne było także coś innego – po raz pierwszy miałem codziennie do czynienia z niemieckimi studentami, z tysiącami młodych ludzi, przeważnie urodzonymi po roku 1960. A więc z pokoleniem wnuków aktywnych uczestników i świadków drugiej wojny światowej. Okazało się, co najpierw było dla mnie zaskakujące, że ci młodzi ludzie, inteligentni, już w pewnym stopniu wykształceni i zainteresowani światem studenci politologii, posiadali jedynie fragmentaryczną lub nawet żadną wiedzę na temat Polski i ogólnej sytuacji po drugiej stronie żelaznej kurtyny. Skąd mieliby ją mieć? Dla przeważającej większości z nich byłem pierwszym w życiu Polakiem, pierwszym człowiekiem „stamtąd”, którego spotkali. Byłem jak „obcy” z jakiegoś odciętego świata - świata, który na mapie Europy leży wprawdzie blisko, ale w rzeczywistości jest trudno dostępny i niepojęty niczym jakaś egzotyczna cywilizacja po drugiej stronie kuli ziemskiej.
 
Pomału znaleźliśmy jednak wspólny język. Zainteresowanie uczestników moim seminarium wzrosło do tego stopnia, że czasami, z powodu dużej liczby chętnych, musiałem prowadzić wykłady w dwóch równoległych grupach. Wielu studentów pisało u mnie prace dyplomowe, niektórzy z nich nawet o Polsce. Często wspominam pewną anegdotę z tych czasów, która ilustruje nasze wzajemne „odkrywanie” i zbliżanie się. Kiedyś w sali wykładowej stwierdziłem, że Polacy nie maja żadnych uprzedzeń wobec Niemców jako takich, co najwyżej wobec Prusaków. Na to moi bawarscy studenci odpowiedzieli „My też!”. Dzięki temu zniknęła ostatnia ostrożna powściągliwość między nami. Dziś w zjednoczonej Europie tego typu spotkania z prawdziwego zdarzenia mogą wydawać się codzienne. Wtedy takie kontakty przełamywały lody i miały charakter przełomowy.
 
Często nie potrzeba jednak żadnej "żelaznej kurtyny" ani Muru Berlińskiego aby udaremniać spotkania między ludźmi. Często wystarczają inne mury albo po prostu brak dobrej woli aby ludzie, którzy żyją obok siebie, trzymali się razem. Przed drugą Wojną Światową Polacy i Żydzi mieszkali setki lat na tej samej ziemi. Wspólnota żydowska wyróżniała się jednak – oprócz odrębnej kultury - także specyficznym przywiązaniem do tradycji, a odrzucając tendencje asymilacyjne, uznawała swoją wyjątkową tożsamość jako wartość nadrzędną, której była wierna. Wcale niemała grupa ortodoksyjnych Żydów popierała nawet całkowitą izolację od nieżydowskiego otoczenia. Także Polakom, którzy w codziennym życiu mieli szerokie kontakty z Żydami, wcale niespecjalnie spieszyło się do usunięcia tej bariery obcości. Obie strony wolały pielęgnować poczucie wyższości wobec siebie nawzajem.
 
Ta sytuacja – brak prawdziwych spotkań i woli wzajemnego zrozumienia – była oczywiście świetną pożywką dla ksenofobii i stereotypów. Najgorsze powstają bowiem wtedy, gdy przedstawiciele różnych grup mają ze sobą mało kontaktu: kontaktu w sensie prawdziwego dialogu. Kiedy nie dochodzi do dyskusji o historii, kiedy nie podejmuje się żadnych prób pojednania czy zbliżenia. Wtedy także powracają i ugruntowują się w kolejnych pokoleniach resentymenty historyczne.
 
Niedawno, w Akademii Katolickiej w Hamburgu, zostałem zaproszony do dyskusji z ówczesnym szefem Parlamentu Europejskiego, Prof. Hans-Gert Pötteringiem, do dyskusji na temat przeszłości i przyszłości Europy. Moje wypowiedzi dotyczyły przy tej okazji właśnie szczególnego rodzaju sytuacji fundamentalnej dla stosunków międzyludzkich, ale przede wszystkim międzynarodowych (w tym wypadku polsko-niemieckich), a mianowicie sytuacji spotkania różnych historycznych punktów widzenia. Jest całkowicie zrozumiałe, że ludzie poprzez różne osobiste doświadczanie historii wypracowywali także różne wersje dziejów. To częste także w przypadku traum takich jak wojna czy totalitaryzm. Cała historia powojennej Europy jest naznaczona takim mentalnościowym odpowiednikiem Żelaznej Kurtyny. Problemem nie jest jednak odmienna interpretacja historii jako taka, ale że zbyt mało podejmuje się działań aby te różne perspektywy historyczne ze sobą skonfrontować i sprawić aby były dla obu stron zrozumiałe. Aby przy tej okazji także nauczyć się czegoś od siebie nawzajem. Bo historia ma w sobie ogromny potencjał do bycia platformą dla spotkań i dyskusji.
 
Wielu konfliktom można byłoby zapobiec doprowadzając konsekwentnie do spotkań. Bo spotkania, jak już wspomniałem, są wyrazem dobrej woli. Wymagają zaangażowania i gotowości do rozmowy. Czasem wymagają też odwagi aby zmierzyć się z obiegowymi opiniami czy powszechnie powielanymi objawami ignorancji. O ileż prościej jest pozostać przy tych utrwalonych obrazach i znajomych przejawach wrogości niż próbować je przezwyciężyć. Mówiąc bez ogródek: spotkania nie dochodzą często do skutku przez najzwyklejsze duchowe i moralne lenistwo.
 
Do osobistej konfrontacji nie dochodzi też często z powodów ideologicznych. To zaniechanie prowadzi do konstruowania sztucznych objawów wrogości i wzmagania już istniejących przejawów nietolerancji. A kto boi się wyimaginowanego wroga, ten jest bardziej podatny na populistyczne hasła. Krótko mówiąc: łatwiej nim manipulować i przez to nim zawładnąć. Nie bez powodu dyktatury totalitarne posługują się dwoma sprawdzonymi środkami władzy: cenzurą i ograniczeniem swobody przemieszczania się. Bo spotkanie z wolnym słowem jest jak spotkanie z wolną myślą - czy to bezpośrednio, czy na piśmie, czy inną drogą. Takie spotkanie poszerza horyzont, uświadamia.
 
A świadomy obywatel był od zawsze największym wrogiem dyktatury.
 
Po tym dość długim wstępie teoretycznym z kilkoma praktycznymi przykładami co do roli i znaczenia spotkania człowieka z człowiekiem, chcę powrócić do właściwego tematu dzisiejszej uroczystości. GFPS, Stowarzyszenie wspierające wymianę studencką, już od ćwieć wieku konsekwentnie realizuje swój cel. Tym celem jest wspieranie wymiany młodych ludzi z Niemiec, Polski i Czech. GFPS nie zajmuje się więc w gruncie rzeczy niczym innym jak umożliwianiem spotkania. Swoim podopiecznym otwiera drzwi do wykształcenia i rozwoju na polu językowym, kulturalnym, naukowym i zawodowym. Zrodzony z pasji i ambicji jest GFPS prawdziwym nośnikiem wartości europejskich.
 
GFPS przyczynił się na swój sposób do tego, że Europa przetrwała trudny okres próby. Niezliczonej ilości stypendystów zapewnił duchowe i materialne wsparcie i jest przez to także współodpowiedzialny za dzisiejszą wspólną Europę.
 
Mury zostały zburzone, granice otwarte. Żyjemy razem w Europie, w której spotkania stały się oczywistością. Dorosła już nowa generacja osiemnastolatków, którzy w wiek dorosłości weszli bez obciążenia ciemnym rozdziałem europejskiej historii, czasem nawet go nie rozumiejąc. To byłby zresztą temat na rozmowę o specyficznym rodzaju spotkań – o zetknięciu się generacji, o spotkaniach takich jak dzisiejsze moje z Wami – jest to jednak temat na inną okazję.
 
Cel GFPS-u, także w tej dzisiejszej nowej, demokratycznej i wolnej Europie, nie stracił na znaczeniu. Wręcz przeciwnie: dzisiejsza Europa stawia przed nami szczególnie ważne zobowiązanie – aby z wolności, której chroni i którą zapewnia, korzystać dla wspólnego dobra.
 
Szanowne Panie i Panowie, Goście dzisiejszego Jubileuszu,
chciałbym zakończyć moje dzisiejsze wystąpienie słowami Johanna Wolfganga Goethego. Słowami, które w moim przekonaniu stanowią dla tej uroczystości właściwe motto: „Nie unikaj nikogo, kogo spotykasz. Może to być ktoś, komu pomożesz, ale też ktoś, kto może pomóc Tobie“
 
Proszę jeszcze pozwolić, że z okazji dzisiejszego potrójnego Jubileuszu, złożę Wam serdecznie gratulacje i wyrażę wdzięczność za Wasze zaangażowanie w pokojowe wzrastanie Europy. Wszystkim nam – młodym i starym – życzę, abyśmy wyzbyli się lęku przed spotkaniami z ludźmi, opiniami, kulturami i narodami. Abyśmy wyzbyli się lęku przed otwartością i akceptacją. To prawda, że szczere konfrontacje wymagają czasami wysiłku, bo są przeważnie związane z dużą dozą osobistego zaangażowania i nierzadko z gotowością do pójścia na kompromis. Ale w ostatecznym rozrachunku każde spotkanie to wygrana.
 
Dziękuję za uwagę!

 

 
   
Strona najlepiej wygląda w MS Internet Explorer (wersja 4.0 i nowsze), w 16-bitowej palecie kolorów oraz
rozdzielczości 1024x768. Proszę o wszelkie komentarze i uwagi.
 
 
  internet stats