Relacje

DNI MIAST GDAŃSK 2017

To było moje pierwsze zetknięcie się z organizacją GFPS. Moja przyjaciółka Asia znalazła wydarzenie “Gdańsk – Miasto Wolności”  szukając informacji o tandemach językowych. Niewiele się zastanawiając, podjęłyśmy decyzję … Jedziemy !
Gdańsk to jedno z najpiękniejszych polskich miast, którego historia łączy zarówno Polaków, jak i Niemców – było to więc idealne miejsce na kilkudniowe spotkanie organizacji GFPS. Ulokowaliśmy się niedaleko zabytkowego Dworca Głównego w Gdańsku, W hostelu 3city Gdańsk, z którego okien roztaczał się widok na zabytkowe centrum miasta.
W czwartek po przyjeździe uczestników i kolacji odbyło się Quizowanie – czyli quiz odbywający się przez przygotowaną przez organizatorów aplikację mobilną. Rozwiązywanie zadań miało miejsce w czasie rzeczywistym, a smaku rywalizacji dodawała punktacja – im krótszy czas odpowiedzi, tym więcej punktów. Następnie odbyło się wyjście do klubu na gdańskiej starówce. Szczęśliwie trafiliśmy na wieczór karaoke, dzięki któremu uczestnicy mogli poznać bliżej polskie piosenki i tańczyć całą noc przy ich akompaniamencie.
Po długim zwiedzaniu czekał na nas pyszny obiad – a po nim … Zwiedzanie miasta!No cóż, jednak nie całą, ponieważ następny dzień zapowiadał się również bardzo intensywnie! Od razu po śniadaniu wyruszyliśmy do Europejskiego Centrum Solidarności. Pomnik Trzech Krzyży upamiętniający poległych stoczniowców oraz nowoczesny budynek muzeum robią naprawdę ogromne wrażenie. Po wejściu do muzeum każdy z nas otrzymał audioprzewodnik we własnym języku. Wszyscy bez wyjątku byli zachwyceni. Wystawy łączyły w sobie nowoczesność z historią – najważniejsze wydarzenia i postaci ze współczesnej historii Polski  zostały pokazane w taki sposób, aby zainteresować każdego, niezależnie od wieku czy kraju pochodzenia.
Podzieleni na dwie grupy – niemiecką i polską, razem z sympatycznymi przewodnikami ruszyliśmy “na miasto”.  Dowiedzieliśmy się wiele o architekturze Gdańska, o jego historii, o obyczajach jego mieszkańców. To były niemal 3 godziny intensywnego zwiedzania – pogoda niestety nie dopisywała, ale było warto dowiedzieć się tak wielu ciekawych historii. Po kolacji część z nas została w hostelu na seans “ Człowieka z żelaza” w reżyserii Andrzeja Wajdy, natomiast reszta udała się do Jump City. Jump City to park trampolin – po krótkim przeszkoleniu na temat bezpieczeństwa mogliśmy rozpocząć zabawę – skakać z jednej trampoliny na drugą, zanurzyć się w basen pełen gąbek, wspiąć się na ściankę wspinaczkową i wiele, wiele więcej… Mimo zakwasów, radośnie powitaliśmy kolejny dzień projektu – każdy, kto jeszcze nie wiedział czym jest GFPS-Polska, mógł się tego dowiedzieć na spotkaniu przygotowanym w Europejskim Centrum Solidarności. Mieliśmy też okazję bliżej poznać stypendystów z obecnego semestru, ponieważ odbyło się oficjalne ich powitanie. Po spotkaniu część z nas wyruszyła nad morze. Razem z nowo poznanymi uczestnikami wyjazdu przeszliśmy się brzegiem morza z Jelitkowa aż do Sopockiego mola. Jakie było nasze zdziwienie, gdy na stacji Szybkiej Kolei Miejskiej zobaczyliśmy resztę grupy! Ale to nie był jeszcze koniec … Po obiedzie czekały na nas warsztaty tańca Swing . Dzięki entuzjazmowi Piotrka Baranowskiego i naszej instruktorki Marty, każdy bez wyjątku polubił ten taniec.
Zbliżał się ostatni wieczór z drużyną GFPS. Część z nas spędziła go w klubie, część w klubokawiarniach, na swingowym wieczorze tanecznym. Inni integrowali się w hostelu lub wybrali wszystkie możliwe opcje…
Rano nastąpiła ewaluacja projektu przez uczestników i pożegnanie z drużyną GFPS i Gdańskiem. Czas minął bardzo szybko, każda chwila naszego wyjazdu była intensywna i każdy z nas to potwierdził. Dla mnie był to  jeden z najbardziej udanych wyjazdów. Organizatorzy, zarząd GFPS, uczestnicy wyjazdu okazali się być niezwykle otwartymi ludźmi. Pod koniec spotkania znaliśmy się niemal wszyscy – integracja była znakomita ! Mam nadzieję, że będę miała okazję wziąć udział w jeszcze wielu projektach organizowanych przez GFPS. GFPS, organizatorzy i Gdańsk – Daliście radę !

Autor: Renata Pacuszka

DNI MIAST AACHEN 2015

Jak co roku odbywa się semestralne seminarium naukowo-kulturalne Dni Miast dla stypendystów oraz dla członków i sympatyków stowarzyszenia GFPS. Tym razem spotkaliśmy się w Aachen (pol. Akwizgran) w uroczym mieście leżącym w kraju związkowym Nadrenia Północna-Westfalia w Niemczech. W przeciągu czterech dni mogliśmy być bliżej kultury niemieckiej, doświadczać wspaniałych wrażeń, a przede wszystkim realizować cel stowarzyszenia GFPS, jakim jest budowanie więzi polsko-niemiecko-czesko-białoruskiej. Była to dobra okazja do poznania nowych członków oraz sympatyków GFPS i przede wszystkim stypendystów, którzy przebywają na stypendium w Niemczech. Obecni stypendyści to osoby z Polski, z Czech i Białorusi. Program Dni Miast był bardzo dobrze zaplanowany. Na wielką uwagę zasługuje sam Organizator, który staną na wysokości zadania i sam sprostał ok. 40 osobowej grupie. Gustaf Mossakowski, wieloletni przyjaciel GFPS, z wielką radością i chęcią podjął się przygotowania i przeprowadzenia Dni Miast. Już na początku pobytu oprowadził nas po Aachen pokazując zabytki i inne ciekawe miejsca. Jednym z ciekawych seminariów było spotkanie młodzieży rozmawiającej o Europie. Powiązane było to z Quizem na temat Unii Europejskiej. W międzynarodowym środowisku podzieliliśmy się na grupy i odpowiadaliśmy na pytania dotyczące Unii. Przyznam, że pytania nie były łatwe, a nagrody kuszące. Jedna z grup GFPS walczyła dzielnie zdobywając drugie miejsce i wygrała bon 30 euro. Wieczorem mieliśmy okazję wszyscy razem bawić się na tematycznej imprezie niemieckiej w klubie „Dein Hotel Europa”. Sobota była bardzo urozmaicona. Najpierw pojechaliśmy zobaczyć największy szpital w Aachen-Uniklinik, który stanowi także część uniwersytecką, na której kształcą się przyszli lekarze. Budynek bardziej przypomina jakieś laboratorium bądź też siedzibę ufo (w środku wszystko jest na zielono). Potem wybraliśmy się na Dreiländereck (pol. Trójstyk), czyli punkt styku trzech granic. W jednej chwili mogliśmy znajdować się w trzech miejscach na raz: w Niemczech, w Belgii i w Holandii. Oczywiście zaliczyliśmy też najwyższy szczyt Holandii- Vaalserberg (322,5 m n.p.m.). Wieczorem daliśmy się ponieść muzyce klasycznej, albowiem wybraliśmy się na koncert (Klaverabend) do muzycznej szkoły (Hochschule fuer Musik in Aachen), w której uczniowie fantastycznie zaprezentowali utwory wielkich muzyków m.in. Chopin, Ravel, Schubert czy Beetoven. Dni Miast w Aachen bardzo mi się podobały. Wiele momentów mnie zachwyciło, poznałam fantastycznych ludzi i świetnie z nimi spędziłam czas. Szkoda tylko, że czas tak szybko ucieka. Jeszcze raz dziękuję Organizatorowi! 🙂

Autor relacji: Aneta Bachleda-Kominek

Aachen

DNI MIAST WROCŁAW 2014

Chodź minęło od tamtych chwil już trochę czasu, do dzisiaj z niezwykłą nostalgią wracam wspomnieniami do tamtego niezwykłego okresu delektując się każdą wspólnie przeżytą chwilą. Nie będę bać się zaryzykować tezy że dni miast we Wrocławiu 2014 były jednym z najlepszych wydarzeń jakie miały miejsce w GFPS. Bez wątpienia wielki „SZACUN” należy się organizatorom za przemyślane miejsce noclegowe, którego centralną częścią był wielki salon będący zawsze wypełniony wesołymi i entuzjastycznymi głosami uczestników. Pełen inwencji i wciągający plan dni miast opiewający w różne niespotykane atrakcje ubogacił nas i zainspirował do zgłębiania wiedzy na temat pełnej niezwykłych wydarzeń historii Wrocławia. Nawet sam początek eventu był niezwykły, chociaż bardziej adekwatnym określeniem byłoby zaskakujący, gdyż organizatorzy widząc w pełni rozkwitającą integrację uczestników rozważali czy gry integracyjne powinny w ogóle mieć miejsce. Po krótkiej grze umożliwiającej nam zaznajomienie się z naszymi imionami ruszyliśmy na wspólny integracyjny spacer podziwiając uroki Wrocławia wieczorową porą. Kolejnego dnia udaliśmy się do konsulatu Republiki federalnej Niemiec gdzie miało miejsce uroczyste wręczenie dyplomów stypendystom z Niemiec i Białorusi, oraz mieliśmy przyjemność wysłuchania kształcącego wykładu Profesora Mühle o historii Wrocławia. Po południu tego samego dnia mieliśmy możliwość dokładnego zapoznania się najważniejszymi lokalizacjami we Wrocławiu podczas zaplanowanego zwiedzania miasta z przewodnikiem, który zaskoczył nas swoją wiedzą oraz szerokimi zdolnościami lingwistycznymi. Następnie po smacznym i sutym obiedzie udaliśmy się w kierunku rynku gdyż tam miały się odbyć długo przez nas oczekiwane warsztaty ze Streetartu, podczas których mieliśmy okazję puścić wodze fantazji tworząc szablony na nasze torby. Po kolacji w hotelu integrowaliśmy się wspólnie w naszym ulubionym miejscu spotkań (czyli dużym okrągłym stole w naszym przestronnym i przytulnym salonie), a następnie by móc dopieścić ten dzień pełen emocji pokierowaliśmy się w stronę klubu gdzie do białego rana dawaliśmy się porwać dzikiej muzyce z lat 90. W sobotę czekało na nas zwiedzanie Panoramy Racławickiej. Wielkie 15 metrowe okrągłe malowidło wraz z elementami leżącymi obok i wokół obrazu (tworzącymi efekt przedłużenia obrazu), wywarło na mnie niezapomniane wrażenie, tak silne że walczyłem długo z myślą zrobienia zdjęcia tej wspaniałej wystawy. Pozytywnie zaskoczył nas również fakt iż bilety do Panoramy uprawniały również do wejścia do pobliskiego muzeum narodowego, które wypełnione było różnorodnymi dziełami kulturalnymi z różnych dziejów Polski. Tego samego dnia czekały na nas jeszcze warsztaty języka migowego, które mimo początkowej niepewności związanej z niebezpiecznie małym czasem na tak rozbudowaną kwestię jak język migowy, pozytywnie mnie zaskoczyły, gdyż sposób w jaki organizatorzy poprowadzili warsztaty był prawdziwym majstersztykiem. Oprócz możliwości zaznajomienia się z podstawowymi informacjami oraz podstawowymi znakami w formie wykładowej, warsztaty dawały możliwość aktywnego treningu przedstawianych gestów silnie angażując nas podczas tych czynności emocjonalnie co przełożyło się w dużej mierze na solidniejsze ugruntowanie tej nowo poznanej wiedzy. Dzisiejszy dzień również postanowiliśmy sfinalizować wspólną imprezą integracyjną w klubie bawiąc się aż sen nas zmógł. Niedziela bez wątpienia była najsmutniejszym dniem gdyż już od porannych godzin każdy czuł w duchu że nasz wspaniały event dobiega końca i przyszedł czas się zbierać do domu. Po krótkiej ewaluacji projektu poszliśmy zwiedzać Hale stulecia, przy czym na duże uznanie zasłużył sobie fakt zrobienia solidnej, ciekawej multimedialnej wystawy poświęconej budowie hali. Po zwiedzaniu hali niestety nadszedł ten najsmutniejszy moment związany z koniecznością powrotu do domu, ale w duchu każdy z nas myślał o tym że za niedługo znowu się wszyscy zobaczymy. See you soon GFPS 🙂

Autor relacji: Konrad Śpiewak

DM Wroclaw 2014

DNI MIAST KATOWICE 2014

Jadąc na tegoroczne Dni Miast w Katowicach, liczyłem na to, że będzie to poniekąd kontynuacja tej wspaniałej tandemowej atmosfery i okazja do ponownego spotkania się ze znajomymi, z którymi żegnałem się jeszcze nie tak dawno po Tandemie oraz zawarcia nowych znajomości. I nie przeliczyłem się.
Wracając myślami do Dni Miast w Katowicach, przede wszystkim wspominam je jako spotkanie z interesującymi ludźmi. Bo siłą GFPS-u są właśnie młodzi (nawet jeśli już nie ciałem, to duchem) ludzie, którzy są otwarci na świat i ciekawi innych kultur, nowych wyzwań i przygód. Stojący poza stereotypami i uprzedzeniami, przełamujący je. Ludzie różnych profesji, różnych narodowości. Zgodnie ze swoim hasłem, GFPS takich ludzi łączy.
Druga rzecz, to świetna organizacja i przemyślane atrakcje podczas tegorocznych, śląskich, Dni Miast. Ciekawe i różnorodne wycieczki i warsztaty to doskonała okazja do poznania tego regionu, jego tradycji, historii i gwary oraz znacznej zmiany błędnych wyobrażeń o Górnym Śląsku. Oczywiście to za mało czasu, żeby poznać Śląsk dostatecznie dobrze, ale wystarczająco, by chciało się tu jeszcze wrócić.
Podobnie jak po tegorocznym Tandemie, wracając czułem, że dobrze wykorzystałem ten czas, a jednocześnie miałem niedosyt. Czyli oznaka pełnego zadowolenia. Cztery dni to niby mało, ale po większej dawce mogłoby się mieć odczucie przesytu. Czas minął niespodziewanie szybko, co tylko świadczy o tym, że był spędzony w sposób odpowiednio intensywny i z odpowiednimi ludźmi.
Podsumowując, było GRYFNIE i chętnie wezmę udział w kolejnych tego typu wydarzeniach. No i na pewno jeszcze wrócę na Śląsk.

Autor relacji:

„Toooooor, Toooooor, Toooooor! Polen ist Weltmeister” – naja, fast – dachte sich so Mancher, als Polen während unseres Wochenendes in Kattowitz mit 2:0 zum ersten Mal in seiner Fußballgeschichte gegen Deutschland, den amtierenden Weltmeister, gewann. Bei den polnischen Teilnehmern war die Stimmung nach dem Spiel am Samstag entsprechend gut, doch auch die Deutschen präsentierten sich als gute Verlierer und wurde der letzte Abend für alle eine großartige „apszisfajer” – wie es im oberschlesischen Dialekt heißt. Aber Eins nach dem Anderen.
Während die deutsche Mannschaft trotz ihrer Niederlage nicht mit dem Ausscheiden aus der EM-Qualifikation zu rechnen hat, hatten wir auf unserem Seminar mit dem Abstieg zu kämpfen – dem Abstieg in 170 Meter Tiefe. Im Schacht Guido in Zabrze – dem tiefsten besucheroffenen Bergwerk in Europa – erfuhren wir viel über die Geschichte des Bergbaus, das Leben der Kumpel in Oberschlesien sowie über heutige Fördermethoden, die uns an modernen Maschinen vorgeführt wurden. Die Führung endete mit einem Besuch in dem dortigen unterirdischen Café.
Am gleichen Tag fand die offizielle Begrüßung der neuen gfps-Stipendiaten mit der Übergabe der Urkunden statt. Am folgenden Tag besichtigten wir die backsteinerne Bergarbeitersiedlung Nikiszowiec im Osten Kattowitzes, die zu Beginn des 20. Jahrhunderts von Berliner Architekten entworfen und realisiert worden war. Doch das Kohlerevier erfährt heute einen radikalen Strukturwandel. Immer mehr Zechen werden geschlossen und die Region muss sich neu erfinden. In der modernen Universitätsbibliothek in Kattowitz lernten wir sowohl dieses „neue Oberschlesien” kennen, als auch – bei einem Crashkurs – Traditionen und Sprache dieser interessanten Region.
Am Sonntag unternahmen wir zum Abschied eine lange Seilbahnfahrt in Chorzów, über Parks bis hin zum Stadion Śląski. Das Wochenende in Kattowitz, einfach „gryfnie“!

Autor relacji: Leo Mausbach

FORUM POZNAŃ 2014

W słoneczne, czwartkowe popołudnie pierwszego tygodnia lipca na poznańskich ulicach uważny obserwator zaobserwować mógł zwiększającą się z godziny na godzinę liczbę przepojonych pozytywną energią przybyszy artykułujących swoje myśli w rzadko spotykanej mieszaninie środkowoeuropejskich języków. Wtajemniczeni wiedzą, iż niechybnie świadczyć to musiało o przybyciu do miasta nad Wartą któregoś z GFPSowych spotkań. Tym razem było to zamykające semestr Forum dla stypendystów z Białorusi, Czech, Niemiec i Polski. Organizatorzy – Marta i Maciek z poznańskiej grupy lokalnej oraz Sandra z zarządu niezwykle się postarali przygotowując bardzo różnorodny program, który pozwalał uczestnikom łagodnie wstąpić w błogą wakacyjna atmosferę nie porzucając niezbędnych dla naszego stowarzyszenia merytorycznych pryncypiów. Pierwszego dnia, już po przybyciu do hostelu, czekały nas różnego rodzaju gry integracyjne, rzecz niezwykle użyteczna na tego typu przedsięwzięciach, zważywszy na fakt, iż nie łatwo jest zapamiętać czterdzieści imion. Dzień następny był przewidziany jako czas aktywnego wypoczynku i poznawania miasta. Smagani słońca promieniami odbyliśmy pieszą wycieczkę nad słynne jezioro Malta, gdzie przygotowano dla nas wizytę w parku linowym. Doświadczenie wspinania się po drzewach nie zakończyło się na szczęście dla nikogo nagłym powrotem do korzeni, było raczej ciekawym wyzwaniem. Co prawda wysoka temperatura i bezchmurne niebo ukończenia tego wyzwania nie ułatwiały, jednak mogliśmy po powrocie na ziemię nabrać energii na dalszą część równie intensywnie zapowiadającego się dnia dzięki posiłkowi spożytemu w pięknych okolicznościach przyrody nad brzegiem Malty. Organizatorzy oczywiście nie zapomnieli, że Poznań jest miastem wartym poznania, dlatego wieczorem przygotowali dla nas grę miejską, dzięki której mogliśmy poznać historię i ciekawostki ze uliczek i zaułków starego miasta. Jednakże ów dzień stał zdecydowanie pod znakiem sportu; jako stowarzyszenie polsko-niemieckie, musieliśmy bezapelacyjnie obejrzeć jak kilkudziesięciu panów z Niemiec i Francji kopie piłkę na Mundialu. Było to przyjemne nie tylko dla fanów futbolu; niektórzy nie zainteresowani tak pięknem sportu skupili się raczej na urodzie poszczególnych zawodników, uwagę zaś innych przykuwały nazwiska niektórych piłkarzy – vide Schweinstiger. Niektóre z nich brzmiały jakoś dziwnie znajomo – w pewnym momencie na boisku Podolski grał przeciw Kościelnemu…
Następny dzień to referaty stypendystów. Wygłaszane były w nowoczesnym budynku Politechniki Poznańskiej, zarówno szeregowi uczestnicy, jak i stypendyści mogli swe siły regenerować kawą, sokiem i ciastkami. Zresztą taki doping nie był bardzo potrzebny ponieważ referaty były, co tu ukrywać, nad wyraz frapujące, a co więcej reprezentowały przeróżne dziedziny: geologię, informatykę, architekturę, różnie pojętą socjologię, politologię, językoznawstwo, literaturoznawstwo, historię i sztukę. Mogliśmy się dowiedzieć od prawdziwych specjalistów na czym polega dyrygentura, jak z niemieckiej perspektywy wygląda polski system szkolnictwa wyższego, jak tworzy się aplikacje do nauki słówek na smatfony, posłuchać nieco wrocławskiego „sound-scapingu”, poznać kolegów Mickiewicza z sekty towiańczyków, zapoznać się z nowoczesnymi systemami oszczędzania energii, czy technice rysunku odręcznego w pracy niemieckich architektów. Po referatach stypendyści oceniali swój pobyt na stypendium, zaś wieczorem wszyscy razem udali się poznawać nocne życie Poznania. Chociaż noce o tej porze roku powinny być krótkie ta była wyjątkowo długa… Nie był to jednak jedyny powód dla którego ciężko było się rozstawać z Poznaniem już następnego dnia. Kto mógł, poszedł jeszcze w południe zobaczyć trykające się na ratuszu koziołki, ale większość zbierała się w drogę powrotną do domów. Wypada więc tylko raz jeszcze podziękować organizatorom za poświęcony czas na przygotowywanie tak interesującego spotkania – stworzeniu możliwości spotkania z tak inspirującymi ludźmi.

Autor relacji: Aleksander Rudziński

Pierwszy weekend lipca był wyjątkowy dla stypendystów GFPSowego czworokątu oraz uczestników Forum, które odbyło się w krainie pyrów oraz rogali marcinkowskich, czyli w Poznaniu. Był to dzień 3 lipca, po godzinie 21.00 wysiadłam z pociągu z odnowionego Dworca Głównego i nawet nie pomyślałam, że hostel jest aż tak blisko…. Byłam bardzo mile zaskoczona wystrojem naszej noclegowni, gdyż mieściła się w bardzo starej kamienicy. Niestety ominęły mnie gry i zabawy integracyjne, ale nie brakowało okazji by porozmawiać ze „starymi” kolegami i koleżankami oraz poznać nowe osoby. Zaczęło się od czwartkowego nocnego zwiedzania poznańskiej Starówki. Nie zdawałam sobie sprawy, że to miasto nigdy nie śpi i tak tętni życiem, nawet poza rokiem akademickim!! Piątek można nazwać dniem pełnym wrażeń. Z samego rana lał się żar z promieni słonecznych. Udaliśmy się do Parku Linowego nad Jeziorem Maltańskim, w którym każdy miał okazję sprawdzić swoją sprawność fizyczną oraz strach przed skokiem adrenaliny. W Parku Linowym każdy przeszedł szkolenie i mógł wybrać poziom trudności (podstawowy, średni i trudny) wedle własnych możliwości fizycznych i psychicznych. Każdy kto brał w tym udział, był zmęczony i szczęśliwy. Stwierdzam jednak, że ludzie z GFPSu są szaleni, czego dowodem jest spontaniczna kąpiel w ubraniu na Malcie. W grze miejskiej niestety nie uczestniczyłam, gdyż z powodu wysokiej temperatury moje samopoczucie znacznie się pogorszyło, ale wiem, że uczestnicy mieli okazję poznać historię stolicy Wielkopolski oraz popularne potrawy charakteryzujące ten region (np. pyry z gzikiem, czyli ziemniaki z twarogiem rozrobionym ze śmietaną wymieszanym z rzodkiewką i szczypiorkiem). Piątkowy wieczór był bardzo emocjonujący, gdyż tego dnia był mecz Niemcy-Francja. Wszyscy byli tym zaabsorbowani, dlatego też nie odbyły się warsztaty Tai-chi. Sobota była bardzo stresującym dniem dla wszystkich stypendystów, ponieważ prezentowali efekt swojej ciężkiej pracy podczas pobytu na stypendium. Prezentacje odbywały się w formie wygłaszania referatów lub „World Cafe”, czyli prezentowanie projektu na zasadzie „spotkania przy kawie” w mniejszym gronie. Projekty były bardzo różnorodne – artystyczne, społeczne, nauki ścisłe…. Moim zdaniem każdy mógł znaleźć dla siebie coś interesującego, a stypendyści świetnie dali sobie radę. Będąc w poprzedniej kadencji w Komisji Stypendialnej, stwierdzam, że wybór polskich stypendystów był słuszny. Na sam koniec dnia udaliśmy się na imprezę do lokalu, który znajdował się zaraz za rogiem ulicy, gdzie znajdował się hostel. W niedzielę chyba każdy ledwo wstał po sobotniej nocy…. Jednak nie przeszkodziło to nikomu uczestniczyć w ewaluacji projektu, dzięki której każdy miał okazję powiedzieć, co się podobało, a co można by było udoskonalić. Po ewaluacji nastąpiło pożegnanie i albo uczestnicy pojechali do domu albo… poznawali kolejne i nieznane zakątki Poznania.Nie mogłam odmówić sobie przyjazdu do Poznania, ponieważ w tym mieście się urodziłam i bardzo mile wspominam z tego miasta seminarium Dni Miast z października 2011 roku. A z czym mi się kojarzy tegoroczne seminarium Forum? Z aktywnym wypoczynkiem :)Drogi OrgTeamie Maćku i Marto – wykonaliście kawał dobrej roboty! Życzę by Wasz zapał i entuzjazm nigdy nie wygasł!!

Autor relacji: Joanna Górska

Tri-GO! WARSZAWA 2013

To ostanie wspólne spotkanie w tak szerokim gronie GFPS -owiczów z czterech krajów (Białoruś, Czechy, Niemcy, Polska) w tym roku. Odbyło się w Warszawie na przełomie listopada i grudnia. Czy było udane? A jakże!

Dzień 1 – czwartek

Pierwszy dzień zjazdu odbywa się jak zwykle pod hasłem: meldunek. Co rusz to nowa osoba i ta nie pewność połączona z ekscytacją: „Jakim językiem się posługujesz?”, „Skąd jesteś?”. I tak kolejne osoby łączą się w pary rozmówców, spotkawszy się po raz pierwszy w życiu. Czyż to nie jest piękne? Mnie to fascynuje! Wieczorem, przy kolacji zaczęliśmy integrację, prowadzoną jak całe nasze seminarium w 3 językach (polskim, niemieckim i czeskim). Prowadzące Franziska Stölzel (opiekun edukacyjny) oraz Patrycja Pociecha (koordynator projektów GFPS-Polska) poprzez zabawy zbliżyły nas do siebie zachęcając do poznawania się. Pojawiło się też zadania, w którym każdy uczestnik miał podać czego oczekuje po Tri-Go (co chciałby by miało na nim miejsce) oraz to, czego nie chce podczas niego doświadczyć. Z naszych wypowiedzi na wlepkach powstał plakat, ilustrujący drzewo i jego korzeń (projektu Franziski Stölzel). Powstała też mapa naszych 4 krajów ze znacznikami, wskazującym skąd przyjechał każdy z uczestników, oraz odpowiedziami nowo poznanego partnera (rozmówcy) na pytania o nim. Ten krótki dzień pozwolił nam na zawarcie nowych znajomości. Uświadomił, jak duża odległość dzieli nas na co dzień i jak bardzo trudne byłoby poznanie się w innych okolicznościach niż za sprawą GFPS-u.

Dzień 2 – piątek

Decyzja podjęta – idziemy na wybrane przez siebie warsztaty! W porannym bloku przygotowano dla nas (do wyboru) warsztaty z efektywnej komunikacji oraz fotografii. W bloku popołudniowym zajęcia z grafiki komputerowej oraz tłumaczeń tekstów (w języku niemieckim i polskim). Profesjonalne przygotowanie warsztatów nie ulegało najmniejszej wątpliwości.  Przed południem odbyłam zajęcia z efektywnej komunikacji, prowadzone przez Magdalenę Stępień. Magda wiedziała, jak nas podejść, byśmy otworzyli się na drugiego człowieka, chcieli go poznać. Nauczyła nas, jak poprawnie prowadzić komunikację, dowiedzieliśmy się tego, co jest w niej ważne, jak postrzegamy się nawzajem. Przeprowadziliśmy też pewien eksperyment. Podzieleni na dwie grupy odgrywaliśmy rolę znane tylko nam. Jedna z grup miała za zadanie przeforsować w swoim gronie wytyczone jej racje, druga grupa obserwowała, jakich zachowań niewerbalnych używamy (świadomie lub nie) do osiągania swojego celu. To bardzo interesujące doświadczenie uświadomiło nam jak drobne szczegóły w zachowaniu mogą wpływać na nasz odbiór i przyjmowanie przez innych naszych informacji, a nawet intencji.  Po południu wzięłam udział w zajęciach z grafiki komputerowej, prowadzonych przez Franziske Stölzel. W ich trakcie mieliśmy okazję poznać podstawy programu GIMP i zaprojektować plakat na przyszłoroczne spotkanie członków GFPS w Berlinie (Forum). Franzi zachęciła nas do stworzenia własnoręcznych rysunków na papierze, których użyliśmy później w programie GIMP. Poznaliśmy możliwości, jakie daje ten program, aby pobudzić i zarejestrować naszą twórczość i kreatywność. Część osób była obecna na innych zajęciach do wyboru, czyli tych z fotografii (przeprowadził je Martin Krupa), oraz zajęć z tłumaczeń (prowadzącymi były: Hanna Pieńczykowska, Ewa Sołtysik oraz Paulina Łęczyńska). Wieczorem, po kolacji przygotowano dla nas niespodziankę, skrzętnie do tej pory ukrywaną. Organizatorki Tri-GO! czyli Justyna Biernadska i Marcelina Meyer zorganizowały dla uczestników Andrzejki. Oj, to była zabawa! Było kilka stanowisk przy których mogliśmy poznać swoją przyszłość, poznać imię męża/żony, dowiedzieć się co przyniesie nam los w najbliższym roku, czy lać wosk przez dziurkę od klucza. Tego wieczoru bawiliśmy się świetnie!

Dzień 3 – sobota

W trzecim dniu mieliśmy zagrać w tajemniczą grę. Tuż po śniadaniu udaliśmy się na kampus Politechniki Warszawskiej, gdzie równie tajemniczo wprowadzono nas do sali podzielonej na sektory. Podzielono nas na grupy, podano fragmentarycznie zasady udziału i… zaczęła się gra. A po niej refleksja nad przyjętymi przez grupy strategiami. Wnioski? Gdy grupa działa pod presją czasu, jest żądna zwycięstwa, zatraca się. Pojawia się rywalizacja, chęć wygrania za wszelką cenę, nielogiczne zachowania i utrata zaufania między uczestnikami. Ta gra uzmysłowiła nam jak ważne jest zdystansowanie od egoistycznego dążenie do celu, jak potrzebne jest myślenie o losie innych ludzi oraz co oznaczałoby prawdziwe zwycięstwo. Po południu zaś odbyły się warsztaty open space, w czasie których uczestnicy mogli zaprosić do dyskusji na tematy zaproponowane przez nich. Stworzono wielką planszę z wykazem miejsc gdzie mają się odbywać. Nasz ostatni wieczór zakończył się tradycyjnie jedzeniem pizzy na kolacje, po niej odbył się wieczorek międzynarodowy. Późny wieczór spędziliśmy w hostelu i mieliśmy okazję spróbować specjałów przywiezionych przez uczestników z regionów, z których pochodzą (lub gdzie obecnie przebywają). Stoły zapełniły przede wszystkim słodycze, sałatki i piwo z różnych regionów Polski, Niemiec, Czech, a nawet Białorusi. To była dla nas nie lada atrakcja.

Dzień 4 – niedziela

Ostatni dzień to czas pożegnań i podziękowań. Przed wyjściem na kampus Politechniki Warszawskiej, przy śniadaniu świętowaliśmy też krótko urodziny naszej niemieckiej stypendystki GFPS, która przebywa obecnie w Krakowie – Kasi Stopieńskiej. Kasiu raz jeszcze najlepsze życzenia i – Sto Lat! Udając się na ewaluację, nie przypuszczaliśmy, że czekają na nas jeszcze dwie niespodzianki. Odwiedził nas św. Mikołaj we własnej osobie!
Nie do wiary? A Jednak! Wszedł do Sali, wypytał czy byliśmy grzeczni. Niektórzy musieli jeszcze zasłużyć na prezent i wykonywali śmieszne zadania, a na jednej ze ścian umieszczono rząd wiszących skarpetek z prezentem dla każdego uczestnika. Potem odbyły się podziękowania dla organizatorów oraz poznaliśmy drugą z niespodzianek… odbyła się prezentacja nowo powstałego bloga i zamieszczonej na nim fotorelacji z Tri-go!, stworzonej przez Nikole Bečanové’ą, Anně Kušičkové’ą oraz Rafała Bila.

Podsumowując

Bardzo dziękuję organizatorkom za to, że mogłam spędzić tak wyjątkowe chwile, poznać tak wyjątkowych ludzi, ale i wzbogacić mój umysł o cenną wiedzę. Stało się tak dlatego, że te cudowne dziewczyny włożyły w to całe serce, odważnie przyjęły na siebie odpowiedzialność za nas, panowały nad grupą, trzymały się razem – razem działając.

Mocne i słabe strony Tri-GO?
Pośród mocnych stron wymienię przede wszystkim świetną organizację, w najdrobniejszych szczegółach. Chodzi mi w szczególności o pomysły na tematykę warsztatów i ich profesjonalne przygotowanie. Zaskoczyła mnie duża ilość gości z Czech. Z pewnością frekwencja ta jest wynikiem dużej aktywności organizatorów i ich wysiłkiem włożonym w poszukiwanie nowych uczestników. To bardzo miłe i dobrze wróży na przyszłość zacieśnianiu kontaktów między GFPS-Polska a GFPS-CZ. Organizatorzy musieli zmierzyć się po raz pierwszy z wyzwaniem prowadzenia grupy w 3-językach (do tej pory odbywało się to tylko w dwóch: polskim i niemieckim), z czym poradzili sobie bezbłędnie. Kolejny plus za pyszne posiłki i dostęp do łakoci (m.in. tradycyjnych muffin Patrycji Pociechy). Jestem też pod dużym wrażeniem utrzymywania w tajemnicy czekających na nas niespodzianek (Mikołajki, Andrzejki, zbieranie materiałów na bloga). Plus za wybór hostelu! Był położony 10 min pieszo od Dworca Centralnego, dzięki czemu nikt z przyjezdnych gości nie miał problemów z trafieniem do niego.  Wady? Tak są… Ach, ta pogoda. Zimno i brzydko na zewnątrz. Mało kto z nas odważył się skorzystać z okazji by pospacerować po warszawskiej starówce. Minus za trwający w hostelu remont (organizatorzy nie są tu winni, gdyż miał już się skończyć do czasu naszego pobytu w nim). Zasmuciła mnie jeszcze jedna rzecz, otóż stosunkowo niska frekwencja podczas niedzielnej ewaluacji. Stawiło się na nią około połowy uczestników. Miała miejsce w południe ostatniego dnia. Większość przyjezdnych z daleka gości nie doczekała na nią z powodu planów powrotu do domu. Puste krzesła i brak wielu znajomych twarzy uświadomiły mi, że za parę minut wszyscy się rozejdziemy. Kolejne spotkanie za kilka tygodni, może miesięcy.

Autor relacji: Joanna Pietrzyk

DNI MIAST KRAKÓW 2013

Czwartek, 10 października . Dzień wcześniej sprawdziłam prognozę pogody na weekend… całe 4 dni pięknego słońca. … ok. godziny 12:30 wysiadam na dworcu głównym w Krakowie i już wiem, że czas spędzony w tym mieście na pewno nie będzie zmarnowany. Tym bardziej utwierdzam się w tym przekonaniu, gdy po 20 minutach spaceru trafiam do naszego Hostelu ( 100 m do Sukiennic ). Organizacją Dni Miast w Krakowie zajęła się Grupa Lokalna GFPS Kraków – 5 cudownych osób, które zaplanowały czas idealnie. Nasz pobyt w stolicy Małopolski rozpoczęliśmy od wykładu na temat Iranu w małej, urokliwej kawiarni. Kulturę i życie codzienne w tym kraju przybliżył nam dr Mateusz Kłagisz, wykładowca Zakładu Iranistyki UJ. Po godzinie wiedzieliśmy już, że pod wieloma względami Kraków i Teheran są bardzo podobne. Miasta o niejako różnej kulturze, położone 4 tysiące km od siebie a jednak tak paralelne. Aby jeszcze bardziej zaznajomić nas z Bliskim Wschodem odbyliśmy warsztaty… kaligrafii perskiej! Niesamowite doświadczenie, które zrodziło na pewno w niejednej osobie chęć nauki tego właśnie języka. A jeśli już jesteśmy w temacie mieszanki kulturowej w Krakowie, nie można ominąć dzielnicy żydowskiej na Kazimierzu. Organizatorzy zapewni nam dawkę niesamowitych emocji, gdy zabrali nas na koncert muzyki klezmerskiej. Kiedy zobaczyłam w planie ten punkt, spodziewałam się spokojnej muzyki, może nawet lekko przygnębiającej, jednak to co usłyszałam podczas występu całkowicie mnie zachwyciło. Słowami raczej nie da się tego opisać, po prostu trzeba usłyszeć.

Dni Miast nie mogły obyć się oczywiście bez poznania samego Krakowa – od historii po tradycyjne jedzenie. Dzieje dawnej stolicy Polski przybliżył nam profesor Jerzy Wyrozumski podczas wizyty w Konsulacie RFN, gdzie również uroczyście wręczono stypendystom dyplomy. Tajniki czasu okupacji zgłębiliśmy podczas wizyty w Fabryce Schindlera. Dzięki zwiedzaniu muzeum z przewodniki mieliśmy okazję bliżej poznać historię osób – bohaterów, o których nie było mowy w podręcznikach szkolnych. Mogliśmy również na własne oczy zobaczyć miejsce, w którym kręcono sceny do głośnego filmu Stevena Spielberga „Lista Schindlera”.
Po takich atrakcjach niesamowicie głodni udaliśmy się na Pac Nowy, aby skosztować popularnych krakowskich zapiekanek. Czy faktycznie takie dobre? Oj tak. Mimo że były ogromne, to nikt nie pozostawił nawet okruszka.

Z zupełnie innej strony poznaliśmy Kraków podczas gry miejskiej. Sobota, godz 12. Czas, start! Wspominałam już, że pogoda zapowiadała się świetnie. Tak też było, ciepło, słonecznie i nastrój udzielił się również mieszkańcom Krakowa jak i turystom, którzy pomagali w rozwiązywaniu wielu zagadek. Po półtoragodzinnej grze byłam bogatsza o wiele ciekawostek dotyczących Krakowa. Organizatorzy postarali się, abyśmy poznali legendy miejskie, oryginalne osoby, m. in. najstarszą krakowską wróżkę czy mima, a także posmakowali regionalnych obwarzanek krakowskich i zaznajomili się z ich recepturą.

Mimo wielu atrakcji mieliśmy oczywiście czas wolny, kiedy w mieszanych grupach (polsko-niemiecko-białoruskich) zwiedzaliśmy zabytki Krakowa oraz przeróżne kawiarnie i puby. Wieczory sprzyjały długim spacerom po rynku, jednak organizatorzy postarali się również o atrakcję dla bardziej wybrednych uczestników, np. pokaz tańca brzucha.
Jeśli nie byłeś tam, następnym razem wybierz się z nami a wrażenia masz gwarantowane.

Autor relacji: Marta Dykowska

DNI MIAST BOCHUM 2013

Czy majówka może odbyć się bez kontaktu z GFPS-owiczami? No oczywiście, że nie  dlatego też pierwsze w tym roku seminarium Dni Miast na terenie Niemiec odbyło się w Bochum. Gościnni organizatorzy, a w tym przypadku byli nimi: Marek Firlej, Patrycja Kniejska, Katja Bock oraz Anja Schyma (w roli koordynatora projektu) przygotowali dla nas nie lada atrakcje. Ale zacznijmy od początku. Dość niewinne powitanie nie zapowiadało jeszcze niespodzianek, jakie dla nas przygotowano. Po uroczystym powitaniu i poczęstunku rozpoczęliśmy grę na poznawanie imion. W tym celu udaliśmy się na dziedziniec naszego hotelu (Kolpinghaus), który położyny był w centrum miasta, między głównym deptakiem a dzielnicą alternatywnej sztuki.

Gdy wszyscy zawarliśmy już pierwsze znajomości nastała pora by udać się w odwiedziny na Uniwersytet Ruhry w Bochum. Miał tam miejsce wykład poświecony wpływom języków słowiańskich na język niemiecki w Zagłębiu Ruhry, przeprowadzony przez Prof. Dr. Anstatt. Niezwykle interesujący wykład, podparty slajdowiskiem, uświadomił nam, jak wielu Polaków przed oraz po wojnie przybyło na te tereny by pracować i zakładać rodziny. Do dzisiejszych czasów jednak nie przetrwało zbyt dużo zapożyczeń w języku niemieckim pochodzących języka polskiego.

Piątkowy poranek rozpoczął się śniadaniem w kultowej knajpce „R15” (określaną również Spelunką). Tuż po nim udaliśmy się kolejny raz na kampus Uniwersytetu Ruhry w Bochum by wziąć udział w zabawach integracyjnych oraz warsztatach językowych. Następnym punktem programu była prezentacja GFPS e. V. oraz uroczyste wręczenie dyplomów stypendystom w obecności Bernharda Hartmanna (tłumacza literatury polskiej, który został wynagrodzony w tym roku nagrodą im. Karla Dedeciusza).
W piątkowe popołudnie czekały na nas jeszcze dwie atrakcje, pierwszą była wizyta w Planetarium na projekcji pt. „Fascynujący Wszechświat”, a drugą wieczorna kolacja na terenie FKT – „Przestrzeń wolnej sztuki”. Wieczorne obcowanie z kulturą wyzwoloną, alternatywną, piękną a zarazem szokującą wzbogaciło naszą wrażliwość na takie formy artystyczne, jak performance fotografii, filmu, muzyki i prozy, prezentowanych przez artystów amatorów oraz studentów akademii sztuk pięknych.

Sobota według planu zapowiadała się równie obiecująco. Poranek upłynął nam w Muzeum Górnictwa – najbardziej znaczącym muzeum poświęconym tej tematyce na świecie. W tym czasie zwiedziliśmy podziemne tunele, naziemną wielopoziomową wystawę historii górnictwa na terenie Zagłębia Rury oraz podziwialiśmy panoramę miasta z wieży wydobywczej. Po nim mieliśmy okazję by spotkać się z przedstawicielami bodo e V., czyli organizacji non-profit, której celem jest wsparcie i reintegracja społeczna osób w trudnej sytuacji. Organizacja ta na co dzień wydaje uliczny magazyn, w którego tworzenie zaangażowani są dziennikarze oraz osoby bezdomne, bezrobotne lub dotknięte innymi trudnościami życiowymi. Gazeta rozprowadzana jest jedynie na ulicy przez osoby bezdomne a zysk z jej sprzedaży trafia w części bezpośrednio do ich sprzedawców poprawiając tym samym ich sytuację materialną i dając namiastkę zatrudnienia. Doświadczenie to uświadomiło nam, jak wiele ludzi znajduje się w trudnej sytuacji, poznaliśmy miejsca gdzie ludzie ci mogą zwrócić się o pomoc, odwiedziliśmy przytułek dla bezdomnych oraz poznaliśmy zasady korzystania z tego typu miejsc. Wielu z nas odbywało tę podróż po mieście w milczeniu, z szacunkiem i refleksją, nasłuchując opowieści o postaciach tego środowiska.

Po tym pouczającym doświadczeniu udaliśmy się na obiad, na currywurst, czyli niezwykle popularną przekąskę w tym rejonie składającej się z pokrojonej w kawałki smażonej kiełbaski w typowym sosie curry, podawanej w frytkami. Tuż po obiedzie rozpoczęła się gra miejska. Przygotowana przez Marka Firleja, gra dała nam szanse na jeszcze lepszą integracje, poznanie miasta i po prostu świetną zabawę.
To, co wielu z nas zaskoczyło najbardziej, to sobotni wieczór… Niedaleko naszego hotelu znajdował się wyjątkowy teatr („Rottstr 5 Theater”), prezentujący na swej scenie spektakle o alternatywnej formie. Obejrzenie sławnego „Trainspotting” było niezwykłym przeżyciem. Oryginalność scenerii, dobór rekwizytów i prawdziwość, połączona ze swobodą aktorów dała nam-widzom wiele przyjemności. W dodatku, po spektaklu udaliśmy się za kulisy, by poznać się z aktorami osobiście.
Wszystko co dobre szybko się kończy. Tą myśl miało wielu z nas w trakcie porannej, niedzielnej ewaluacji, podczas której podsumowaliśmy Dni Miast Bochum 2013. Na miejsce pożegnania wybrano Park Zachodni z dużym terenem zieleni, położony w pobliżu stuletnich hal.

A majówkę w Bochum uważam za udaną.

Autorka relacji: Joanna Pietrzyk

WSPOMNIENIA TANDEM 2013

Mimo iż od zakończenia edycji Tandemu 2013 mija już  ponad miesiąc, ciągle w moich myślach powracam do tamtych chwil, z uśmiechem na twarzy przeglądam zdjęcia, śmieję się oglądając filmiki. Lecz co najważniejsze, mam paczkę nowych znajomych, do których mogę w każdej chwili zadzwonić lub napisać – nie tylko po polsku, ale i po… niemiecku! Jednak jeszcze miesiąc temu nie byłabym tego taka pewna, informację o Tandemie znalazłam całkiem przypadkowo w Internecie, pomyślałam że spróbuję i tak się tutaj dostałam. Potem nadszedł moment zwątpienia: „A jak nie dam rady? A co jeśli na kursie będą same zaawansowane osoby na poziomie C1?” Teraz wiem, że nie było się czego obawiać, a Tandem z ręką na sercu poleciłabym każdemu, kto chce „zaprzyjaźnić się” z językiem niemieckim!

Tandemową przygodę rozpoczęliśmy w Niemczech w uroczej miejscowości Gohrau – dostatecznie daleko od cywilizacji, żebyśmy mogli skupić się na nauce i integracji 😉 Przez cały miesiąc prowadził nas nasz Org-Team.

Na początku, jak to wiadomo, prawie nikt nikogo nie znał, ale wiele zabaw integracyjnych podczas pierwszego tygodnia zbliżyło nas do siebie i na pewno pomogło w przełamaniu pierwszych lodów. Dni spędzone na Tandemie były pozytywnie intensywne: rano zajęcia popołudniami różne gry, zabawy i oczywiście tandem! Pierwszy raz uczestniczyłam w takim sposobie nauki i jestem do teraz po prostu oczarowana – konwersacje z rówieśnikami z Niemiec pozwoliły mi przełamać słynną „barierę” językową, jaką wiele Polaków odczuwa przy języku niemieckim i nie czułam żadnego stresu, że robię błędy podczas rozmów.

Ale nie siedzieliśmy ciągle w książkach, o nie! W Gohrau mieliśmy do dyspozycji salę gimnastyczną, która zazwyczaj była zajęta przez zapalonych siatkarzy, kilka boisk oraz rowery do wypożyczenia. Wieczory spędzaliśmy najczęściej na luźnych rozmowach, wspólnych grach, czy powtarzaniu słówek. Oczywiście nie mogło zabraknąć imprez integracyjnych i seansów filmowych z filmami polskimi i niemieckimi. Podczas pobytu w Niemczech mogliśmy rozwinąć naszą kreatywność w tworzeniu piosenek podczas warsztatów filmowych, a końcowy efekt przerósł nasze najśmielsze oczekiwania! (zresztą wystarczy obejrzeć filmik z naszymi piosenkami, żeby przekonać się, ile frajdy mieliśmy przy ich tworzeniu 😉 ). Wszyscy też mocno zaangażowali się w grę „Tajemniczy przyjaciel”, która polegała na dyskretnym umilaniu czasu wylosowanemu „przyjacielowi”, czy to w postaci miłego słowa na „dzień dobry”, czy drobnego upominku.

Dużo atrakcji? Jest tego jeszcze więcej! Podczas weekendu pojechaliśmy na wycieczkę do Lipska, gdzie wzięliśmy udział a alternatywnym zwiedzaniu miasta – „Stadtkarawane”. Polegało ono na odwiedzaniu nietypowych ludzi w nietypowych miejscach. Następnie mieliśmy czas wolny, który spędziliśmy albo na zwiedzaniu Starego Miasta, albo na kawie w uroczych kawiarenkach. Cały dzień upał był niemiłosierny, tak więc prawdziwym zbawieniem był wieczorny wypad nad jezioro, gdzie pływaliśmy w orzeźwiającej wodzie, oraz jedliśmy kiełbaski z grilla. Był to niezapomniany czas!

Pobyt w Niemczech zwieńczył „Dzień niemiecki” pełen różnych atrakcji zorganizowanych przez naszych kolegów z Niemiec. W trakcie tego dnia mogliśmy lepiej poznać ich kraj, odkrywając go land po landzie na specjalnym tandemie. Po południu stanęliśmy w drużynowe szranki z różnymi konkurencjami, takimi jak: skakanie w workach, czy bieganie ze związanymi nogami. Dzień zakończyła polsko-niemiecka specjalna edycja „Randki w ciemno” oraz bardzo udana impreza, podczas której tańcowaliśmy aż do rana.

Niestety po dwóch tygodniach musieliśmy opuścić gościnne Gohrau, by kontynuować naszą przygodę w Polsce, w Rogalinku pod Poznaniem. Pogoda dopisała, więc w dobrych nastrojach powitaliśmy nasz harcerski ośrodek położony za siedmioma polami i lasami w Rogalinku.

Jeśli myślicie, że po przyjeździe do Polski zwolniliśmy tempo, to się grubo mylicie! Mieliśmy okazję brać udział aż w dwóch nowych warsztatach: tanecznych oraz teatralnych. Na warsztatach tanecznych uczyliśmy się polskich tańców ludowych i z wielkim zaangażowaniem przygotowaliśmy się na końcową galę, gdzie tańczyliśmy krakowiaka i poloneza oraz graliśmy w przeróżne ludowe gry. Podczas alternatywnych warsztatów teatralnych mieliśmy okazję ćwiczyć naszą kreatywność, modulowanie głosu oraz uczyć się różnych technik masażu, co było niewątpliwie najprzyjemniejszą ich częścią… 😉 Warsztaty zwieńczyły występy każdej z grup, które przygotowały swoje własne, oryginalne improwizacje.

Weekendy również obfitowały w atrakcje – zwiedzaliśmy Stare Miasto w Poznaniu oraz browar Lecha, co było świetną okazją, aby zobaczyć na żywo jak wygląda produkcja piwa. Na Starym Mieście obejrzeliśmy trykające się koziołki oraz spacerowaliśmy między straganami z rozmaitymi polskimi specjałami: miodami, wędlinami, winami, piwami, oscypkami i wieloma innymi.

Wolny czas spędzaliśmy na spacerach po lesie nad rzeką, odpoczywaniu na kocach oraz wycieczkach po okolicznych miejscowościach. Pod koniec pobytu w Polsce nie mogło się obyć bez „Dnia polskiego”, do którego przygotowaliśmy się naprawdę pieczołowicie, aby nasi niemieccy koledzy zaznali odrobiny „polskości”. Dzień zaczął się od „zielonej nocy” (oczywiście bardzo łagodnie potraktowaliśmy naszych gości), następnie pobudką polskimi starymi przebojami. Przy obiedzie towarzyszyła nam klasyczna muzyka Chopina, a po południu odbył się specjalny tandem, w którym rozmawialiśmy na tematy związane z Polską i nie tylko. Po tandemie nasi niemieccy koledzy mogli zaznać obozowego „chrztu” z przeróżnymi zadaniami, takimi jak: bieg przez tor przeszkód, szukanie skarpetek, czy zmaganie się z polskimi „łamańcami językowymi”. „Dzień polski” zwieńczyły jedyne w swoim rodzaju imieniny u Cioci Heleny. Przy suto zastawionych stołach odśpiewaliśmy polskie przyśpiewki, graliśmy w legendarny już teleturniej „Jaka to melodia?” oraz w różne inne gry. Chyba nie muszę wspominać, że dzień ten zakończył się tańcami aż do rana. 😉

Dopiero co zaczynałam pisać tę relację, a już muszę z przykrością kończyć. Na pewno nie zawarłam tu wszystkiego, w końcu tyle się działo!  Jedno jest pewne: wyjazd na Tandem z GFPS był jednym z najbardziej wyjątkowych w moim życiu i sądzę, że wszyscy uczestnicy są podobnego zdania. Zawarliśmy nowe przyjaźnie i przeżyliśmy wspólnie wiele wydarzeń. Na koniec ukłon w stronę Org-Teamu 2013 oraz życzę powodzenia nowemu Org-Teamowi 2014, aby ich Tandem był równie niezwykły! Wszystkich zaś zachęcam do uczestnictwa, bo warto! HERZLICHE GRÜßE!

Autorka relacji: Weronika Warzocha